Jest choinka. Przepiękna, wymarzona jodła koreańska. Od wczoraj ubrana stoi w salonie.
Nareszcie czuć święta, a taki widok zawsze cieszy oko, szczególnie wieczorami gdy pokój oświetla blask lampek.
Po świętach na dobre zagości w naszym ogrodzie, miejmy nadzieję, że się przyjmie i domowe gorąco jej zbytnio nie zaszkodzi, szkoda by było takiej ślicznotki. Zapomniałam dodać, że ma szyszki.
Ukończyłam również drzewko z mchu. Kępki mchu wygrzebywałam z pod pierwszego śniegu, udało mi się prawie w ostatniej chwili gdyż teraz z dnia na dzień śniegu przybywa i przybywa.
Miałam nie lada dylemat z doborem doniczki i suma summarum zdecydowałam się na wiadro. Żeby umocować kij użyłam kamieni, cała kompozycja waży chyba z tonę.
W pierwszej wersji miało być z kokardą, ale jakoś mi nie pasowała. Efekt końcowy zadowalający, ale na wiosnę planuję zbiór świeżego mchu.
 |
| A tu w wersji początkowej, bez doniczki, a raczej wiadra. |
 |
| Najbardziej się cieszę, że choinka ma szyszki |
Nie wiem jak wam, ale mnie święta kojarzą mi się przede wszystkim z wielkim sprzątaniem.
Jak byłam młodsza to oczywiście ni jak można było mnie zagonić do pomocy w kuchni, zawsze wolałam wysprzątać cały dom. Na szczęście teraz to się troszkę zmieniło, chociaż kucharki ze mnie nigdy nie będzie, jednakże gotowanie od czasu do czasu sprawia mi przyjemność.
Jeśli chodzi o generalne porządki udało mi się zagonić mojego Sebcia do konserwacji blatu kuchennego, wymagał lekkiego podszlifowania i poolejowania.
A Zosieńka zagościła na lnianym serduszku.
Dziewczyny podziwiają choinkę.
Mam dwa zęby, a na święta może już usiądę, na razie zarzuca mnie jeszcze na boki.
Mam nadzieję, że mieliście udane Mikołajki, nas Mikołaj obdarował winkiem na grzańca i cukieraskami na choinkę,a Zosieńka dostała rajstopki w kropki i pluszową Myszkę Miki.