poniedziałek, 21 lipca 2014

Kocham lato!


Kocham lato.
 Móc spędzić dzień na plaży, przypiec ramiona na słońcu i popływać w zimnym Bałtyku. Nic więcej mi nie trzeba, tylko on, moja księżniczka i cały wolny dzień tylko dla nas. 
Aparat w rękę, zachód słońca na plaży, albo gorące południe.


A ona jest jak ptak, trudno uchwycić ją w obiektywie, nie zdążę wyostrzyć kadru, a ona już jest gdzie indziej. Nieuchwytna, piękna, roześmiana.






Rysuje serduszka na piasku. Z dedykacją dla mnie.


Wspina się na drabinkę by już za chwilę być znów na dole.



  
Szybka jak wiatr. 
Jest jak to moje lato, którym się nie mogę nasycić. 


   
I kiedy chce to moje lato zatrzymać w kadrze robi mi psikusa i stroi głupie miny. Cała ona, przekorna i zbuntowana.



Tyle szczęścia trzeba jakoś uczcić, posiłek na świeżym powietrzu, butelka schłodzonego wina, letnia sałatka i szaszłyki z kurczaka z kolorową papryką. 







Z wytęsknieniem oczekuje kolejnych takich dni.

Kocham lato.
Kocham moją córeczkę.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Bike the Baltic

Rowerowa niedziela.
Trasa Kołobrzeg - Ustronie Morskie.
Kilometry na liczniku i zdjęcia z najpiękniejszych miejsc.
























Pozdrawiamy! 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Sposób na niepogodę

Dzień zapowiadał się deszczowy.
Można by snuć się po mieszkaniu, marudzić, oglądać telewizję cały dzień, wypić kolejną kawę, potknąć się o porozrzucane zabawki, można by nie robić nic i czuć że dzień bezsensownie przeciekł między palcami.
Stop.
My się deszczu nie boimy, pakujemy szybko plecak, kawa do termosu, odkopujemy stare kalosze i kurtki przeciwdeszczowe, jeszcze tylko po drodze zajeżdżamy po mały prowiant na drogę i już. A i jeszcze pies, niech się wreszcie porządnie wybiega psina.
Parkujemy na skraju lasu. Pierwszy wdech świeżego powietrza i już czujemy, że ten dzień na pewno nie będzie stracony.








Tu ślimaczek, tam żabka, tutaj czerwony mak. Nie można się nudzić.



Przed deszczem można ukryć się na szczycie ambony.



Oj psinka tu nie wejdzie.



Łyk kawy, bułka z serem, herbatniki i niezliczona ilość komarów. Najwyższa pora ruszać dalej w drogę. Ale taka wyprawa powinna mieć swój cel, grzybiarze z nas kiepscy, jagód w tym lesie na pewno nie znajdziemy, na końcu drogi czeka coś wyjątkowego...ale co to takiego.

Brniemy więc dalej w las.







 Wypatrujemy niebieskich znaków na drzewach.


Pokonujemy przeszkody, które las stawia nam na drodze.




By na końcu drogi spotkać 800 letniego staruszka Bolesława.





Dzisiejszy post sponsorował : deszcz
i uśmiech dziecka.