Kobiety kochają diamenty. Te są prezentem urodzinowym od mojego M. Czyż nie można było sobie wymarzyć piękniejszego prezentu.
Te piękne diamenty to oczywiście część karnisza, który już wisi nad oknem, jeszcze tylko muszę poczekać aż zawisną na nim zasłony.
Niestety ściana jest z płyty gipsowej, pomiędzy płytą a murem jest styropian i żeby co ma wisieć wisiało musi niestety trzymać się muru, a do takowego ma kawałek więc trzeba specjalnych, długich kołków.
No cóż, mam nadzieję, że moja cierpliwość będzie nagrodzona pięknym efektem końcowym.
Imprezka urodzinowa miała odbyć się w ogrodzie, miało być słonecznie, dzieciaczki miały biegać po ogrodzie, a rodzice zajadać się pysznościami z grilla.
Rzeczywistość była jednak inna.
Lało jak z cebra, grill umieściliśmy na naszym mini tarasie pod parasolem, a specjały z grilla niestety nie chciały się dopiec jak trzeba w takich warunkach atmosferycznych.
Przynajmniej pelargonie zadowolone z takiego obrotu sprawy.
Przecudne frezje to prezent od moich rodziców.
Pozostaje mi tylko wierzyć, że lato do nas jeszcze powróci.
Trzymajcie kciuki
P.S. Słyszałam plotki, że od czwartku upalnie.